Dawno temu żyła młoda kobieta, która mieszkała w skromnym domu z matką, ojcem, siostrami i braćmi. Pewnego popołudnia wracała przez las, gdy na niebie zaczęła zbierać się burza. Po drodze spotkała dużego białego niedźwiedzia, który pomógł jej odnaleźć drogę przez mrok i deszcz, prowadząc ją bezpiecznie do domu. Niedźwiedź był ogromny, lecz łagodny i dobry, więc dziewczyna wcale się go nie bała.
Była jesień. Wieczorem, gdy na zewnątrz szalała burza, a ściany chaty trzęsły się od wiatru, rodzina zebrała się przy kominku. Nagle ktoś zapukał trzykrotnie w szybę. Ojciec wyszedł zobaczyć, kto to był, i ujrzał wielkiego białego niedźwiedzia.
— Dobry wieczór — powiedział niedźwiedź.
— Dobry wieczór — odparł mężczyzna.
— Czy pozwolisz, bym poślubił twoją córkę? — zapytał niedźwiedź.
Mieszkali w odludnym lesie, z dala od ludzi, a dziewczyna wiedziała, że niedźwiedź jest dobry i łagodny, więc bez namysłu się zgodziła.
W następny czwartkowy wieczór biały niedźwiedź przyszedł po nią. Dziewczyna usiadła na jego grzbiecie, zabrała swój tobołek i wyruszyli.
Gdy przebyli już sporą część drogi, niedźwiedź zapytał:
— Czy się boisz?
— Nie, nie boję się wcale. — odparła.
— Trzymaj się mocno mojego futra, a nic nam nie grozi.
Wędrowali długo, aż dotarli do wielkiej góry. Niedźwiedź zapukał w jej zbocze, otworzyły się drzwi i weszli do zamku. Wewnątrz było wiele komnat lśniących złotem i srebrem, a także wielka sala z suto zastawionym stołem. Wszystko było wspaniałe.
Biały niedźwiedź dał dziewczynie srebrny dzwonek i powiedział:
— Gdy tylko czegoś zapragniesz, zadzwoń, a to się pojawi.
Gdy nadszedł wieczór, dziewczyna, zmęczona podróżą, zapragnęła pójść spać. Zadzwoniła dzwonkiem i w jednej chwili znalazła się w komnacie z pięknym łóżkiem. Miało ono jedwabne poduszki i złote firanki, a wszystko wokół było ze złota lub srebra. Zanim się położyła, spojrzała przez okno na rozległe ogrody. Wtedy ujrzała przystojnego mężczyznę, który przypominał jej białego niedźwiedzia, lecz był człowiekiem.
Przez pierwsze dni myślała, że to sen, ale każdej nocy widywała go, za to za dnia nigdy.
Początkowo wszystko układało się dobrze, lecz z czasem dziewczyna zaczęła się smucić. Całe dnie spędzała sama i tęskniła za domem, za mamą, tatą, siostrami i braćmi.
— Co ci jest? — zapytał biały niedźwiedź.
— Jest mi smutno, bo jestem tu sama, a tak bardzo chciałabym zobaczyć rodziców i rodzeństwo — odpowiedziała.
— Możemy to naprawić — rzekł niedźwiedź. — Ale musisz mi obiecać, że nie będziesz rozmawiać z matką w samotności, tylko gdy będą przy tym inni. Ona zechce odprowadzić cię do osobnej komnaty, ale pod żadnym pozorem nie możesz się na to zgodzić, bo przyniesie to nieszczęście nam obojgu.
W niedzielę biały niedźwiedź zabrał ją do rodziców. Droga była długa, lecz w końcu dotarli do chaty.
— Pamiętaj, co ci mówiłem — ostrzegł niedźwiedź.
— Nie zapomnę — obiecała dziewczyna.
Gdy tylko weszła do domu, niedźwiedź zawrócił i odszedł. Rodzina przywitała ją z radością, wypytując o jej życie, a dzień wydawał się nie mieć końca. Jednak po obiedzie wszystko potoczyło się tak, jak przewidział niedźwiedź. Matka zapragnęła porozmawiać z nią w osobnej komnacie.
Matka przekonała ją, by opowiedziała całą historię. Dziewczyna wyjawiła, że każdej nocy widuje w ogrodzie mężczyznę, który znika o świcie, i jak bardzo pragnęłaby go zobaczyć w dzień. A tak, czyje się bardzo samotna i nieszczęśliwa.
— Możliwe, że żyjesz z trollem — powiedziała matka. — Ale dam ci sposób, byś go ujrzała. Weź tę świecę i schowaj ją w kieszeni. Gdy przyjdzie noc, oświetl go nią.
Dziewczyna wzięła świecę i schowała w kieszeni. Gdy biały niedźwiedź zabrał ją z powrotem do zamku, wszystko potoczyło się jak zwykle. Nocą ujrzała mężczyznę w ogrodzie. Zapaliła świecę i wyszła, by na niego spojrzeć. Ujrzała najprzystojniejszego księcia, jakiego kiedykolwiek widziała. Jednak mężczyzna również ją zauważył w świetle świecy i ze smutkiem powiedział:
— Coś ty uczyniła? Przyniosłaś nieszczęście nam obojgu! Gdybyś wytrzymała jeszcze rok, byłbym wolny. Zostałem zaczarowany — jestem białym niedźwiedziem za dnia i człowiekiem w nocy. Teraz wszystko się skończyło. Muszę wrócić do czarownicy, która mieszka w zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca. Tam też jest księżniczka, z którą teraz będę musiał się ożenić.
Dziewczyna płakała, lecz nic nie mogła zmienić. Zapytała, czy może z nim pójść.
— Nie — odparł książę. — Ale możesz spróbować mnie odnaleźć.
— Powiedz mi drogę! — błagała.
— Nie ma do niej drogi. Zamek leży na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca. Nigdy go nie znajdziesz.
Gdy się obudziła, zarówno książę, jak i zamek zniknęły. Leżała na małej polanie w środku gęstego lasu, a obok niej leżał tylko jej stary tobołek. Otrząsnęła się i wyruszyła w drogę.
Szła wiele dni, aż w końcu dotarła do wielkiej góry, gdzie siedziała staruszka, bawiąc się złotym jabłkiem.
Dziewczyna zapytała staruszkę, czy zna drogę do księcia, który mieszkał w zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca.
— Skąd ty o nim wiesz? — zapytała staruszka. — Może ty miałaś z nim być?
— Tak, byłam z nim — odpowiedziała dziewczyna.
— Więc to ty! — zawołała staruszka. — Nic o nim nie wiem, poza tym, że mieszka w zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca. Będziesz długo do niego szła, jeśli w ogóle tam dotrzesz. Ale pożyczę ci mojego konia, abyś mogła pojechać do mojej sąsiadki, starej kobiety. Może ona ci pomoże. Kiedy tam dotrzesz, każ koniowi wrócić do domu. Weź też to złote jabłko — może się przyda.
Dziewczyna dosiadła konia i ruszyła w długą drogę. W końcu dotarła do kolejnej góry, gdzie siedziała inna staruszka, bawiąca się złotym grzebieniem.
— Czy znasz drogę do zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca? — zapytała dziewczyna.
— Nie wiem nic więcej, niż to, że leży na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca — odparła staruszka. — Ale pożyczę ci konia, byś mogła pojechać do mojej sąsiadki. Może ona będzie wiedziała. A kiedy tam dotrzesz, każ koniowi wrócić. Weź też ten złoty grzebień — może ci się przyda.
Dziewczyna pojechała dalej. Po długiej podróży dotarła do kolejnej góry, gdzie siedziała starsza kobieta, przędąca na złotym kołowrotku.
— Czy znasz drogę do księcia i zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca? — spytała dziewczyna.
— To ty powinnaś mieć tego księcia — powiedziała staruszka. — Ale ja też nie znam drogi. Możesz jednak pożyczyć mojego konia i pojechać do Wschodniego Wiatru. Być może on ci pomoże. A kiedy już tam dotrzesz, każ koniowi wrócić. Weź też to złote wrzeciono — może się przyda.
Dziewczyna udała się do Wschodniego Wiatru i zapytała, czy może jej wskazać drogę.
— Słyszałem o księciu i jego zamku — odparł Wiatr Wschodni — ale nigdy tam nie wiałem. Jeśli chcesz, zabiorę cię do mojego brata, Wiatru Zachodniego. On jest silniejszy ode mnie i może ci pomóc.
Dziewczyna usiadła na jego plecach, a on poniósł ją do Wiatru Zachodniego.
— Czy znasz drogę do zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca? — zapytał Wiatr Wschodni — Ta dziewczyna ma poślubić księcia, który tam mieszka.
— Nigdy nie wiałem tak daleko — odpowiedział Wiatr Zachodni. — Ale zabiorę was do Południowego Wiatru. On wędrował szeroko i może wie.
Po dotarciu do Południowego Wiatru okazało się, że on również nie znał drogi.
— Jeśli nikt z nas nie wie — rzekł — to tylko Północny Wiatr może wam pomóc. On jest najstarszy i najsilniejszy.
Gdy zbliżyli się do Północnego Wiatru, jego zimne podmuchy dało się wyczuć z daleka.
— Czego chcecie?! — zawołał z oddali.
— Ta dziewczyna ma poślubić księcia, który mieszka w zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca — wyjaśnił Południowy Wiatr. — Czy możesz jej pomóc?
— Wiem, gdzie to jest — odparł Północny Wiatr. — Raz przeleciałem tam z liściem osiki, ale byłem tak zmęczony, że przez wiele dni nie mogłem wiać. Jeśli naprawdę chcesz tam iść, zabiorę cię na moim grzbiecie. Ale musisz zostać tu na noc, a jutro rano wyruszymy.
Następnego dnia Północny Wiatr obudził dziewczynę i nadął się, stając się ogromny i potężny. Wznieśli się wysoko w powietrze, pędząc tak szybko, że lasy i domy waliły się pod ich siłą. Nad morzem wichura była tak silna, że statki rozbijały się o fale. Północny Wiatr słabł z każdą chwilą, aż w końcu ledwo mógł unieść dziewczynę.
— Nie boję się! — krzyknęła dziewczyna, gdy fale sięgały już jej stóp.
W ostatnim wysiłku Północny Wiatr wyrzucił ją na brzeg, tuż pod murami zamku na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca.
Następnego ranka dziewczyna usiadła pod murami zamku, bawiąc się złotym jabłkiem. Nagle w oknie pojawiła się księżniczka.
— Ile chcesz za to jabłko? — zapytała.
— Nie jest na sprzedaż ani za złoto, ani za pieniądze — odparła dziewczyna. — Ale jeśli pozwolisz mi spotkać się z księciem, dam ci je.
Księżniczka zgodziła się, ale gdy dziewczyna weszła do komnaty, książę spał głęboko i nie dało się go obudzić. Następnego dnia dziewczyna zaczęła czesać włosy złotym grzebieniem, a księżniczka znów zaproponowała wymianę. Lecz i tym razem książę się nie obudził.
W końcu dziewczyna użyła złotego wrzeciona, by przekonać księżniczkę. Tym razem udała się do księcia, zanim ten zasnął.
— Przybyłaś w samą porę! — zawołał książę. — Jutro miałem poślubić księżniczkę, ale tylko ty możesz mnie uratować.
— Podróżowałam z darami starych kobiet i na wiatrach — odparła dziewczyna. — I teraz cię ocalę.
I tak książę i młoda kobieta uciekli razem, pozostawiając za sobą zamek na krańcu świata, na wschód od Słońca i na zachód od Księżyca, a po tym żyli długo i szczęśliwie.
Koniec


